I tak oto dnia wczorajszego skończyłam zacne 22 lata. Nie wiem czemu tylko wiele osób (całe trzy, czy cztery ;p) mi mówi, że mam się nie przejmować, że starzeję się, że mam się nie smucić. Ej, to jeszcze nie jest setka! Nawet nie ćwierćwiecze. Nie smucę się. Ba, nawet cieszę. Z roku na rok staję się mądrzejsza.
Przez wyłączenie przypomnienia na naszej-klasie, przynajmniej wiem, kto NAPRAWDĘ pamiętał :) Aż dziwnie nieco mi było, że nie zostałam zasypana taką ilością życzeń, jak w zeszłym roku. Ale te szczere i tak najcenniejsze.
Szkoda tylko, że musiałam siedzieć w Krk, bez Rodziców urodziny to nie to. Jasne, towarzystwo, które świętowało ze mną, też było, znakomite. Ale to drugie urodziny, poza dziewiętnastymi, które spędziłam poza domem. I to nie to. Pępowina w tej sprawie jeszcze raczej nie odcięta.
Tata obudził mnie o 8:31, 'zdziwiony', że jeszcze śpię. Wredny :D Przynajmniej wiadomo, po kim mam tę cechę. Próbowałam usilnie spać dalej, ale co godzinę, do 11, zawsze coś lub ktoś mnie wyrwał z sennych marzeń. Była i Mama (^^) i... Dzwoni telefon, półprzytomnie patrzę na wyświetlacz zewnętrzny, a tam tylko końcówka nieznanego numeru, początek już się przewinął. Odbieram. A tu "sto lat" w wykonaniu Alicji. ALICJI! Z USA :) To było coś jednak.

Potem do 13:30 półsennie włóczyłam się po mieszkaniu w koszulce nocnej i polarze, oglądając Supernatural oraz jedząc steropian (czyli Wasę) z pastą z łososia. Potem na dwie godziny zaszyłam się w łazience, robiąc sobie grejpfrutową kąpiel, nakładając maseczki, kremy oraz balsamy. A co! Moje urodziny w końcu. Następnie skoczyłam po piwko na posiadówę, zrobiłam sobie obiad i dalej oddawałam się serialowemu zamiłowaniu, aż do przybycia Mey i Kicaja.
Potem doszła moja nowa współlokatorka Marysia. I tak siedziałyśmy we 4, jedząc pizze, sałatki i pijąc piwo i wino. Z co lepszych dialogów (które mogą nie śmieszyć, ale mnie śmieszą dalej xD):
Marysia: O nie! 2009 rok to rok piwa? I dowiaduję się o tym dopiero we wrześniu?! *puszkę miała Tyskiego w ręce z napisem głoszącym takie mądrości*
Ja: Owszem. A 2010, to rok Chopina.
Mey: Którego Chopina?!
Reszta: O_o *aby po chwili gruchnąć śmiechem*
Kicaj: HAHAHA. Takiego kompozytora, wiesz xD
Mey: No jej, no myślałam, że jak mówicie o piwie, to chodzi o wódkę "Chopin".

oraz drugi:
Marysia kicha gdzieś w oddali
Ja: Na zdrowie!
kicha drugi raz
Ja: Na picie!
Mey: Na piwo!
Ja: A trzecie jest na seks!
Mey: Na wódkę!
Ja: Na seks!
Kicaj: E, czemu mi się zdarza maksymalnie dwa razy tylko kichnąć?
Ja: Ba, mnie się zdarza i cztery. Hm, ciekawe co jest czwarte?
Mey: Nirvana?

To był udany dzień. Naprawdę.

OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO! Miałam napisać, że z niemieckiego wyników nie ma, a miały być do północy. Ale weszłam, tak ot, dla potwierdzenia. A tu co?! 3,5 xD
Udaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaany. I taki uroczy, jeszcze w zasadzie urodzinowy prezent sobie zrobiłam :D I tak, wiem, niepotrzebnie panikowałam :P Z ustnego to miałam 80% (4). Szkoda, że gramatyka mi całościową ocenę obniżyła do 3.5. Ale i tak jestem ABSOLUTNIE ZACHWYCONA!
Teraz tylko jeszcze psychopedagogikę załatwić, pozbierać wpisy i juuuż! A ja tak nie wierzyłam, że skończę ten rok! (tfu tfu, jeszcze nie skończyłam w końcu ;p).
A z etno jutro oddaję indeks ;]
Marzenie natomiast mam jedno na dziś - załatwić sprawę z czesnym! Dziś za to trzymajcie kciuki!

C. Zmęczoooooooooona (i Starsza o Rok)
Name:


Komentarze:

25.09.2009 :: 03:01 :: 82.160.49.52
D
A o mnie, to się nie wspomina ;)