35. In the full moons light I listen to the stream


10.12.2008 :: 16:38 | Link | Komentuj (0)
Mam absolutnego, twilightowego bzika. I wiem, że w ogóle mi to nie przystoi. Film widziałam już trzy razy (raz w kinie, dwa na marnej wersji ściągniętej przez torrent) i wracam dzień w dzień, do moich trzech (i pół) ulubionych scen, tak samo jak i do książek. Na szczęście pozostały trzyosobowy mieszkaniowy skład też zachorował na "wampiryzm" i dzielnie przerzucamy się teoriami, pomysłami i sprzeczamy. Za to po wejściu na kinową salę zdecydowanie zawyżyłyśmy średnią wieku (z naszymi oczkami, średnia podskoczyła do 16? xD). I ja NAPRAWDĘ żartowałam, mówiąc Alicji, żeby walnęła mnie, jak będę piszczeć na widok Roberta Patinsona. Ja ŻARTOWAŁAM w ogóle z tym, że będę piszczeć. Ale te małolaty ZDECYDOWANIE piszczały Z PEŁNYM ZACHWYTEM I POWAGĄ. G-R-O-Z-A. Film ogólnie rzecz biorąc słaby, ale i studio, które je wyprodukowało za dużo wydać nie mogło. Aktorka grająca Bellę, dobrana nawet przyzwoicie, grać też umiała, tylko czemu zrobili z niej taką jąkającą się i nie uśmiechającą istotę? Na cały film roześmiała się raz. Edward nieco nadrabiał, ale w tym wypadku jestem kompletnie nieobiektywna, bo uwielbiam zarówno postać, jak i aktora ją odgrywającego (ale PRZYZNAJĘ, że czasem strzelał takie miny, że ręce opadały, choć po przeczytaniu edwardowej wersji "Zmierzchu" - "Midnight Sun", nabrałam dla tych min więcej wyorozumiałości). Cała reszta - na plus. Muzyka tymczasem na szóstkę z plusem nawet. Dopiero wczoraj łaskawie dodałam do playlisty, która zawierała tylko i wyłącznie soundtrack i muzykę, przy której saga twilightowa była pisana, nową płytę Dido i nową płytę Comy.

Co do studiów i studiowania, dalej wszystko mi się podoba, tylko zaczynam się poważnie bać sesji. Nie wiem jak przeżyję z 10-11 egzaminów, naprawdę nie wiem...

Od stycznia za to krav maga (?), kurs asystencki (?) i może więcej przykładania się do pracy. To takie wstępne postanowienia noworoczne. No, a po takim Sylwestrze, jaki planujemy (we Lwowie xD), to nie ma innej opcji, tylko mus dotrzymywać postanowień.

Ale plan na dzisiaj krótki: obiad, chwila dla siebie z książeczką, impreza urodzinowa Martyny i spaaaaać! Bo po co za daleko wybiegać w przyszłość? :)

C.

36. to i owo


12.12.2008 :: 17:48 | Link | Komentuj (1)
Nie ma to jak tydzień przed pierwszym ważnym testem z Use of English kupić sobie "Historyka" Elizabeth Kostovej i "Zorro. Narodziny legendy" Isabel Allende. Na pewno nie ułatwi to, chętnej do odrywania się od nauki studentce, skupienia się. Ale książki zakupiłam na pocieszenie. Bo Sylwester 2008 we Lwowie stanął pod ogromnym znakiem zapytania. Przez zaślepionego nieciekawą miłością kumpla do tego, a nie jakiś mroczny splot tajemniczych okoliczności. Człowiek to jednak istota szalenie głupia, szczególnie taki zakochany. Jeszcze gorzej, kiedy ulokował on uczucia w istocie, która na owe kompletnie nie zasługuje. Jakby mi się tak nawinęła ta "dziewczynka" pod ręce, to oj... krwawo by było, krwawo...

Poza tym - pierwszy raz w życiu zamawiałam pizzę przez gadu-gadu. W asyście Alicji i Katarzyny. Było jak zwykle śmiesznie, bo w tym gronie, nawet zamawianie pizzy jest ekstraordynaryjną czynnością!

C. Oczekująca na Pizzę

Ps. A przy pizzy i opcjonalnie winie (dla reszty) i piwie (dla mnie) dwa laptopowe seanse - "Twilight" (a co! składamy hołd monotematyczności! :D) i coś nieco bardziej ambitnego (oby...).