37. don't believe in love :)


03.01.2009 :: 14:31 | Link | Komentuj (1)
Oczywiście Lwów nie wypalił, ale tylko mojej osobie. Ha! Coś mam pecha do sylwestrowania na studiach :) Ale złamię to w przyszłym roku, innej opcji nie widzę!
Prezent bożonarodzeniowy zaskoczył mnie, zaiste, ponieważ Dzieciątko pod choinkę wrzuciło mi nowiutki aparat - Samsunga S760. Naprawdę ZDZIWKO! Poza tym atmosfera świąteczna była taka jak zwykle w 75%, od dwóch, czy trzech lat. Cóż. Happens.
Sylwester zaś potoczył się przyjemnie i miło. Jadłam smakołyki przygotowane przez Mamę, dużo rozmawiałam, potem nawet poszliśmy wystrzelić parę fajerwerków o północy (ludzi, którzy strzelają od 24go, to bym sama powystrzeliwała, ale z kałacha), około 3:30 wylądowałam w łóżku i śniły mi się same przyjemne rzeczy, co dobrze wróży na 2009 rok. Co do wróżb i horoskopów, to wszystkie mi przepowiadają sukcesy zawodowe i miłość w drugiej połowie roku oraz zalecają uważać na siebie, jeśli o zdrowie chodzi. Co z tym będzie, to się okaże.
A jeśli o postanowienia noworoczne chodzi, to pojawiły się takie. I nie zamierzam przejmować się nikim w ich realizowaniu. Bo nikt do ich realizacji nie będzie mi potrzebny (no, może poza jedną osobą pośrednio), a szczerze to wiele osób może mi w tym tylko przeszkadzać.
I odnosząc jeszcze się do zmian w moim charakterze - tak, wiem, że naprawdę ciężko ze mną czasem (nie mam wątpliwości, że czasem, a nie cały czas), że bywam naprawdę okropna i macie mnie momentami strasznie dość, bywa, że nawet mnie potem robi się głupio, że byłam taka niedobra. Staram się być mniej humorzasta i niereagowanie na moje humory, to najlepsze wyjście - jak zauważyłam. I walczę ze sobą. ALE! Ale jak komuś naprawdę nie odpowiada i nie zamierza się starać, to uprzejmie proszę - spierdalać :)

Humorzasta C.

38. the mark has been made


24.01.2009 :: 22:51 | Link | Komentuj (0)
Trzymaj mnie na smyczy dość mocno,
by huragan nie zdołał nas dotknąć.
Muszę być uwiązany krótko,
jak się zerwę to bomby wybuchną.
Trzymaj mnie na smyczy dość mocno,
by huragan nie zdołał nas dotknąć.
Muszę być uwiązany krótko,
jak się zerwę to bomby wybuchną.



Tydzień-młyn - już stoimy w blokach startowych, pierwszy strzał i go! Na szczęście zawsze byłam dobra na krótkie dystanse. Oby ten nie był zbyt długi, bo nie zamierzam tarzać się w pomarańczowo-czerwonym pyle bieżni.


Coś wisi w powietrzu, bo chodzę wkurwiony całymi tygodniami,
w środku chaosu, 30 centymetrów ponad chodnikami.
Znów coś nie tak, znów w łeb wzięły wszystkie plany.
Masz na mnie zakaz, jak lunatyk, który ze snu wyrwany.



I tak się nie dam w kręgosłupie już gotuje się rtęć I wszystko się uda. A czemu? Bo mnie nic nie jest straszne, ot, temu. Bo stawiałam czoła rzeczom, o których duża część ludzi w moim wieku nie ma pojęcia, ot, temu. Bo jestem unfuckingbelievable.


pożyczone teksty, to oczywiście The Marians, któżby inny :) tytuł notki to z NiN'a, idealnie odpowiada temu, co czuję (bo NiN to moja muzyka na każdy nastrój)