73. marazm


30.05.2011 :: 00:54 | Link | Komentuj (0)
Zastój i marazm i chyba nic się nie dzieje.
Ale nie chcę, żeby blog umarł i wspomnienia z nim, bo w końcu dzięki nim, jesteśmy, kim jesteśmy, prawda?

72. damn


06.09.2010 :: 01:11 | Link | Komentuj (0)
Miałam sen. Z tych, co trzeba zamienić go w scenariusz. Karmiąc psy dziś rano, dokładnie przypominałam sobie to, co wyśniłam, porządkowałam wątek i układałam w głowie to, co powinnam zapisać. Jest mniej więcej piętnaście godzin później, a ja nie pamiętam kompletnie nic. Pustka. Wiem tylko, że to byłby film akcji... Wkurzyłam się sama na siebie. No bo jak można pamiętać i to nie mgliście, jak wtedy, gdy strzępy myśli fruwają ci po głowie, jak tuż przez spaniem, albo tuż po przebudzeniu, ale jasno wyraźnie, sformułowawszy wszystko, ot tak, po prostu zapomnieć? Zła jestem, o!

I znów "Casino Royal" oglądałam. Czołówka, boska. Piosnka z tej części, boska. Bond zajebiście mało bondowy, ale niektóre teksty przewrotne, jak na Bonda oczywiście.
- Vodka martini.
- Shaken or stirred?
- Do I look like I give a damn?
Daniel Craig wygląda jak Plastuś momentami i wcale nie jest przystojny. Ale damn, coś w nim jest. Może bondowość daje mu to "coś"? Hm. Nie. W "The Golden Compass" też był niezły, choć było go mało. To widocznie typ "z tych". Czyli takich, co mają magnetyzm, mimo częściowego braku aparycji młodego boga (um, jakiegokolwiek boga).

71. the catalyst


03.09.2010 :: 00:16 | Link | Komentuj (0)
Na wrzesień zapowiada się kilka miłych wydarzeń. Miłych dla mnie oczywiście. Kolejny weekend z wolną chatą (i nie, nie rozpętuję wtedy imprezowego piekiełka, ale oglądam filmy, jem zastraszające ilości niezdrowych rzeczy i byczę się, pomijając oczywiście momenty, kiedy dbam o psiaki), napięty tydzień przy organizowaniu wystawy psiej w Chorzowie (w zasadzie wystawa jest na Skałce w Świętochłowicach, a chorzowski oddział ją organizuje), zwieńczony tą wystawą właśnie, gdzie mam nadzieję posiedzieć sobie jako sekretarz przy terierowym ringu, moje urodziny i powrót do Krakowa. A także premiera nowej płyty Linkinów, której nie mogę się doczekać, tym bardziej, że singiel z niej, który słyszałam, baaardzo mi się podoba i premiera drugiej części "Wiedźmy: Opiekunki". To z pewnych rzeczy. Z niepewnych są: kupno nowego laptopa (wybrany model już jest, dzięki pomocy zaprzyjaźnionego informatyka, a który jest podejrzanie podobny do lapa mojej współlokatorki... xD *znaczy się model, nie zaprzyjaźniony informatyk*), fryzjer, który rzekomo zrobi mi rewolucję (mam zły stosunek do rewolucji, bo ani francuska, ani październikowa mi się nie podobały, bo obalały coś, co uważam za rzecz wspaniałą) i nowe kaloszki. Taki miks dziwnych rzeczy, a cieszy.
Tylko w sumie do Krakowa mogłabym pojechać, ale nie na studia jeszcze. Nie wiem czemu. Tylko to bezpieczeństwo narodowe mnie cieszy bardziej, niż reszta.

Do tego w głowie znowu kłębi mi się tyle rzeczy do napisania, że strach. Ale większy strach jest, że nie będę umiała tego przelać na papier. I tak cud się stał, że opisałam mój fantastyczno-akcyjny sen z czerwca (i swoją drogą nie wiem, gdzie ten zeszyt).

I bardzo nie podoba mi się pogoda. Bo pada. Jak to odpowiedziałam ostatnio celnie i znakomicie na pytanie, czy pada: "już pada, znów pada i jeszcze pada". Deszcz. O nie, śniegu to bym nie zniosła w tym miesiącu. Poza tym klimat ma się OCIEPLAĆ, nie OZIĘBIAĆ. A widzę rzecz zupełnie odwrotną. 23 lata temu, niemalże pod koniec września, moja Mama jechała rodzić mnie rano, w letniej sukience, przy dwudziestukilku stopniach. Lato. No bo w końcu dzień moich urodzin to kalendarzowe lato nadal. A teraz? Z roku na rok zimniej i zimniej. I jak tu wierzyć ekologom? Już bardziej wierzę tym, co mówią, że ta afera z ocieplaniem klimatu, to wymysł propagandy (czyjej i dlaczego, nie wiem). Choć osobiście myślę, że bardziej możliwe jest przebiegunowanie naszej uroczej planety. I chyba byłabym w stanie uwierzyć w ten tak zwany "koniec świata". Ale nie w sposób, jaki widzą go np. scenarzyści i reżyserzy (czyli gwałtownie i nagle), ale bardziej jako koniec świata nam znanego. A początek niewytłumaczalnych dla nas zjawisk meteorologicznych głównie, które będą po prostu swoistym trybem obronnym Ziemi, która ma dość bandy humanoidalnych osobników robiących sobie wieczną imprezę na jej powierzchni, bez sprzątania po sobie. Ale szczerze, wolałabym, żeby to się stało po moim odejściu z ziemskiego padołu, które to, miło by było, gdyby nastąpiło za kilkadziesiąt lat dopiero.

A poza tym tęskno mi za sporymi ilościami smsów wymienianymi z kimś.

I jeszcze zauważyłam, że przestaję się przejmować osobami, które nie przejmują się mną, a o to mi właśnie przecież cały czas chodziło.

A podsumowując, to mimo depresyjnego deszczu, ja wcale depresyjna nie jestem. Tylko wieczorami jakoś tak inaczej, choć nie jest źle.

Nie ogarniając do końca własnej notki (nie po raz pierwszy, ani na pewno nie ostatni :D), ale wiedząc, że wylałam tu, co chciałam - zmykam.

70. zamki na piasku


10.08.2010 :: 22:25 | Link | Komentuj (0)
W sobotę poród Parsonowy, wczoraj/dziś w nocy poród Welshowy. Chodzę niedospana, ale co tam, warto. A do tego dziennie wypijam parę kaw, bo bez nich ciśnienie spada na łeb, na szyję i przy każdym gwałtownym podniesieniu się z fotela, czy krzesła robi mi się ciemno przed oczami. Nie wiem, czy to meteopactwo, czy co, ale nieważne.
Wkurzają mnie ludzie. I ja siebie wkurzam. Bom głupia. Gdybym z kimś się umówiła np. na siłowi, a ten ktoś by nie przyszedł, napisałabym o co chodzi, co jest, czy wszystko ok. Gdybym wiedziała, że ktoś jest w nienajlepszym humorze, to bym męczyła, żeby miał lepszy. Gdybym szła 'w gości', nie wybrzydzałabym przez telefon, że np. jestem na diecie i nie będę jadła, jak mi nie zrobią ODPOWIEDNIEGO jedzenia. Ale jestem po prostu głupia. Przejmuję się ludźmi. Po co? Po co pomagać, zachęcać, pocieszać, starać się? Bez sensu.
I jeszcze nie lubię, jak ktoś próbuje mi wciskać swoje sposoby robienia czegoś. Ja mam swoje. I koniec. Ja rozumiem, że ktoś mi chce pokazać, że można łatwiej. Ok, pokazać. Ale nie KAZAĆ robić na inny sposób. Każdy ma swój. Ja też. I koniec, jako rzekłam.
Chciałabym pojechać znowu do Poczdamu, do Sanssouci. Jeszcze raz się przejść po ogrodach. Bo znalazłam mój album stamtąd. Ech. Pięknie.
Głodna jestem. Idę zjeść kolację.
Rozkojarzona jestem, to przez pogodę. I ciśnienie. Ech.

69. Everything Flows


31.07.2010 :: 12:51 | Link | Komentuj (0)
Dwie rzeczy na dziś. Pierwsza - takich snów, jak ja, nie ma nikt. Latam, spotykam wodne, ziejące ogniem smoki (?) (a tylko dwie sceny z wczorajszego filmu widziałam o podobnych stworach), które zamieniają się w ludzi goniących mnie i wypytujących ile lat ludzkich mam i czy to dużo, po czym w obronie mojej stanął wampir (?), który od owego smoka był rzekomo potężniejszy. A dodajmy jeszcze dwóch mężczyzn, którzy zabiegali o moją rękę, zapraszając mnie na kolacje i naprzemiennie oświadczając się. O ile jeden był mi osobnikiem znanym (hehehe), to drugi li i jedynie tworem mojej wyobraźni. I miałam poważne problemy z wyborem. Wszystko full color i oczywiście w technologii HD. A, ostatecznie rozwiązywałam jakieś zadania matematyczne (ja?!), kłócąc się przy tym z jakimś dzieciakiem, a o prawidłowości moich obliczeń miał rozstrzygnąć mój Tata. Brawo.
A druga sprawa, patrząc wstecz na moje doświadczenia oraz przede wszystkim patrząc na doświadczenia moich licznych znajomych (głównie płci żeńskiej), wywnioskować można, że faceci nie chcą w związku prawdy. Kiedy pytają, czy kochasz szczerze, pierwszy raz, nie oczekują prawdziwej odpowiedzi. Chcą usłyszeć, że TAK, to TEN właśnie, pytający, jest tym, którego szczerze i przede wszystkim PIERWSZY raz kochamy. Nie wiem jak to przedkłada się na pole łóżkowe, ale to mnie już nie interesuje. Poza tym faceci wolą nie wiedzieć, co my, ich kobiety robimy w "czasie wolnym". Od nich rzecz jasna. A związki oparte na małych kłamstewkach ("nie, kochanie, ależ skąd ja nie palę!" czy "nie, skarbie, wcale nie poszłam do klubu z koleżankami") mają się znakomicie i długodystansowo. Krótko mówiąc, po co komu prawda i szczerość?
Swoją drogą, facet, który zabraniałby mi nosić krótkie spodenki/spódniczki w miejscach publicznych, czy "fochujący" o moje wyjście na piwo ze znajomą/mymi, czy znajomym (tak! straszne! jak dziewczyna zajęta może mieć jeszcze innych znajomych płci przeciwnej???!!!) dostałby ode mnie takiego kopa w dupę, że Księżyc byłby niewątpliwie jedną z bliższych lokacji, na której by wylądował. Nie jestem w stanie pojąć, niektórych moich bliższych, czy dalszych znajomych. Co to, ubezwłasnowolnili kogoś? NIE. Więc jak mogą na coś takiego pozwalać? Z tego co pamiętam, jasne, że byłam zazdrosna o spojrzenia innych kobiet na mojego faceta, ale co z tego? Mam mu zakładać worek na głowę? Ja się cieszyłam, że jestem z kimś, na kogo inne zwracają uwagę :) Poza tym nigdy nie miałam problemów z kwestią zaufania. Tego nikt mi nie może zarzucić. NIGDY. Piwo z koleżanką? Proszę. Piwo z eks. Proszę. A czemu? No bo w końcu jest ze mną, a nie z inną, prawda? To chyba o czymś świadczy. Ale ja już sama nie wiem, czy myślałam wtedy prawidłowo. Zaczynam podejrzewać, że dawałam się robić w tzw. "ciula". O!
Ach i co mnie jeszcze denerwuje w płci pięknej? Jak to się obruszają, że ich facet przyznał się do flirtowania z inną, albo przyłapała takiego na wgapianiu się w zdjęcie pięknej modelki, czy aktorki. Moje przemyślenia - I CO Z TEGO? O ile flirt, jest dla samego flirtu, to proszę. Jak ma to dać jakieś korzyści, to co, my niby tego nie robimy? Uśmiech i żarcik dla pana w kebabie - dwa plasterki sera więcej, zbolałe westchnienie, słodki uśmiech - stówka mandatu mniej. Owszem, może śmieszne przykłady pokazałam, acz prawdzie. Ten z mandatem mój, osobisty. Więc czemu niby facet ma tego nie robić? A kwestia wgapiania się w modelkę/aktorkę? No cóż. Fakt, 99% kobiet nie będzie tak wyglądało, chyba, że też pomoże im photoshop, ale owa kobieta jest tylko w sferze marzeń, nie jest żadnym realnym zagrożeniem (jak facet jest mądry, to oczywiście zdaje sobie z tego sprawę, jak głupi, to i tak po co się nim interesować?). Ale wracając do głównej kwestii tej drugiej sprawy - "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal". Więc nie mówmy całej prawdy, ukrywajmy małe grzeszki, kłammy. Wtedy wszyscy będą szczęśliwi.

68. plus 97 równa się 165


23.07.2010 :: 13:10 | Link | Komentuj (1)
Wielki come back. Nowy szablon, jak widać i jak w sumie również widać, aczkolwiek nie każdy pewnie zauważy, scaliłam archiwum mojego poprzedniego bloga z tym. Czemu? Bo to cholera wspomnienia są. Kiedy wczoraj urodziłam ten pomysł po lekturze mojego starego bloga, zrozumiałam, że żal by było tracić to wszystko. Może teraz przeglądając niektóre notki skręcam się z zażenowania lub wybucham śmiechem, myśląc o swojej niewinnej naiwności, bądź po prostu wspominając opisane sytuacje. A wiele opisanych tam, moja niecna pamięć wyparła, więc miło było do tego wrócić. Dorosłam na tyle, żeby odkurzyć przeszłość. Jednak wciąż trzymam się tego: "Kto kłopocze się tym, co było traci teraźniejszość i ryzykuje przyszłość". Kłopotać się już nie kłopoczę, ale warto móc zajrzeć w swoją historię i swoje doświadczenia. Nie po to je przeżywałam.
Poza tym niepisanie mi szkodzi, bardzo. Na charakter. Muszę się gdzieś uzewnętrzniać, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. A i mniej lub bardziej stałych czytelników wraz z ich celnymi i pokrzepiającymi komentarzami mi brak :)
Więc pozdrowienie moi mili. C. wróciła.

67. Fight Song


27.10.2009 :: 00:51 | Link | Komentuj (0)
Here goes! Stolen from: http://mykardia.deviantart.com/

[] You have screamed at an inanimate object for “hurting” you.
[] You have ran into a glass/screen door.
[] You have jumped out of a moving vehicle.
[x] You have thought of something funny and laughed, and then people gave you weird looks. (lol that's my life!)
[x] You have run into a tree/bush.
[x] You have been called a blond. (i'm blond)
TOTAL: 3

[] You know that it IS possible to lick your elbow.
[x] You just tried to lick your elbow.
[x] You never knew that the Alphabet and Twinkle Twinkle Little Star had the same melody.
[x] You just sang them to make sure.
[] You have tripped on your own feet and fallen.
[x] You have choked on your own spit. (yes I KNOW it's stupid xD)

TOTAL: 4

[] You have seen the Matrix and still don’t get it.
[] You type with three fingers or less.
[] You have accidentally caught something on fire.
[] You tried to drink out of a straw, but it went into your nose.
[] You have caught yourself drooling.

TOTAL: 0

[x] You have fallen asleep in class. (who did not?! xD)
[x] Sometimes you just stop thinking. (VERY rare. but it happens i must admit :D)
[x] Sometimes when you are telling a story you forget what you are talking about. (often)
[] People often shake their heads and walk away from you
[] You are often told to use your ‘inside voice’.

TOTAL: 3

[] You use your fingers to do simple math.
[x] You have eaten a bug accidentally. (disgusting, but yeah)
[] You are taking this test when you should be doing something more important. (sleeping doesn't count i guess?)
[] You have put your clothes on backwards or inside out, and didn’t realize it. (never)
[x] You’ve looked all over for something and realized it was in your hand/pocket the whole time. (my phone, often :])

TOTAL: 2

[] You have posted bulletins because you are scared that what they say will happen if you don't.
[] You break a lot of things. (not really)
[x] You tilt your head when you’re confused. (sometimes)
[] You have fallen out of your chair before.
[x] When you’re lying in bed, you try to find pictures in the texture on the ceiling. (hm. rather not, but once or twice i did)
[] The word “um” is used frequently.
[x] You don’t know what “um” means. (???)
[] You say “what” and “huh” a lot.
[] You plan to use a calculator to multiply your score for this bulletin.
TOTAL: 3

GRAND TOTAL: 15

NOW, take your total, and multiply it by 4.
and re-post as: I am 60% Mentally ill.

whole truth :)

do posłuchania polecam The Republic Tigers - Fight Song

66. lato lato...


20.10.2009 :: 02:44 | Link | Komentuj (0)
Button zdobył tytuł mistrza F1 2009. Czy to jednosezonowe - czas pokaże. Noc po zdobyciu tytułu spędził podobno w swoim pokoju hotelowym, szczypiąc się w rękę. Komentarze pod tą informacją rozbrajające. Uśmiałam się:
"Propozycje: Co Button robił sam całą noc na łóżku w hotelowym pokoju?
1. Pisał szyderczego maila do Hamiltona, (moim zdaniem owned!) 2. Zaczął konstruować bolid na przyszły sezon, 3. Próbował napić się szampana z pucharu, który dostał, 4..."
"4. Zastanawiał się jak to możliwe, że Vettel zdobył więcej ...
... niż 1 punkt :)"
"wysłał sms do Barichello: sry mate (:"
"dzwonił pod dowolnie wybrane numery tel. i informował o ...
... swoim sukcesie. zajęło to całą noc bo musiał najpierw tłumaczyć co to jest ta cała F1"
"SZYDEŁKOWAŁ"
"na pewno oglądał "Taniec z Gwiazdami""
"bawił się dyfuzorem" - mój ulubiony
"pogo bez ubran"
"11. Zadowalal sie sam za pomoca swojej reki"

Tak, czy siak, wszyscy się cieszą, a najbardziej Button. Ja podejrzewam, że szalał ze szczęścia, skacząc, tańcząc, pijąc, płacząc i ogólnie emocjonując się. No skoro nie ma laski... ;)


65. Superman


10.10.2009 :: 01:25 | Link | Komentuj (0)
No stop signs, speed limit
Nobodys gonna slow me down
Like a wheel, gonna spin it
Nobodys gonna mess me round



helll yeahhh :)

64. Breathe (2 AM)


01.10.2009 :: 15:03 | Link | Komentuj (1)
No to tylko wpis w poniedziałek i oddanie indeksu. Dziwią mnie te magicznie przesuwane daty oddania indeksów, ale w sumie co mi tam. Jak mi sekretarka pozwoliła 5go po wpisie, to będzie 5go ;]
Ale ogólnie rzecz biorąc jestem już na 4tym roku etnologii i 2gim filologi angielskiej z językiem niemieckim xD Nie wierzyłam, że skończę ten pierwszy rok drugich studiów, a tu proszę!
Jutro przyjeżdża Jerzynka i jedziemy w sobotę na wesele xD Będzie fun (a przynajmniej w nadziei na "fun", wybór mój padł na Jerzego ;]). Jak pomyślę o tej furze jedzenia, godzinach tańcowania i rzece alkoholu, to aż mi się śmiać chce. Z radości oczywiście. Jak to człowiekowi czasami niewiele do szczęścia potrzeba...

Czwarta seria Supernatural taka sobie. O ile Castiel-anioł jest sexi i mrrr, to tyle, jeśli chodzi o plusy serii. Dołująca jest, naciągana nieco, szczególnie na początku. Mam nadzieję, że w piątce się to poprawi.
Zaś drugi odcinek szóstej serii House M.D. nie podobał mi się. Pierwszy, uszedł, ale drugi. Nah. Oby i tu się poprawiło.

A w tej chwili nie umiem myśleć o niczym innym, jak o obiedzie. Spaghetti będzie.
Idę podbijać kuchnię!